Łukasz Aranowski - strona domowa!

Wakacje 2000

Poniższa galeria jest ilustracją naszych wakacyjnych zmagań z pogodą i słabościami. Przez miesiąc przeszliśmy ponad 400 kilometrów nocując w Studenckich Bazach Namiotowych PTTK. Lipiec 2000 pamiętny będzie na długo, gdyż przez cały ten miesiąc bez deszczu było niecałe 10 dni. Dały nam w kość te wakacje - ale warto było... :-) O naszych przygodach tego lata możesz przeczytać tutaj. Zdjęcia w poniższej galerii celowo nie są poukładane ani chronologicznie, ani tematycznie. Tak jak i nasze wspomnienia z tego wyjazdu, które tworzą jeden wielki ciąg zachwytów i narzekań, radości i złości...

Już w pierwszych dniach jako kierownik grupy zostałem postawiony przed trudnym wyborem - oto część grupy zgubiła szlak. Na zdjęciu widać mnie z Tweet'ym gdy przenosimy plecaki na lepsze miejsce oczekiwania na zagubionych. zdjęcie
zdjęcie Na bazie w Radocynie oddawaliśmy się rekreacji, przed czekającą nas ciężką drogą. Niestety pogoda jak zwykle nam nie sprzyjała...
W czasie wędrówki oddawaliśmy się drobnym przyjemnościom. Maliny, jagody i poziomki umożliwiały nam szaleństwa... zdjęcie
zdjęcie Wbrew powszechnej opinii, iż to mężczyźni są największymi łakomczuchami szaleństwom oddawały się przede wszystkim kobiety...
Nie najlepsza pogoda absolutnie nie przeszkadzała nam w zażywaniu rozkoszy w wodzie. Gdy oczy nasze ujrzały ujście potoku Zawoja do Wisłowki nieopodal chałupy studenckiej w Nieznajowej wiedzieliśmy już co będziemy robić przez najbliższe pół godziny. Zresztą to nie była jedyna nasza kąpiel tego dnia. Na dwa kilometry przed Krempną ulewa połączona z gradobiciem urządziła nam powtórkę z rozrywki... zdjęcie
zdjęcie Nie ma większej radości niż wejść na szczyt... Nawet zadrzewiony i niestety zaśmiecony. Na zdjęciu ja z Kaliną zlani potem po wejściu na Gorc.
Często trzeba było zejść z drogi, aby wśród lasów i hal gorczańskich odnaleźć właściwą drogę. Na zdjęciu wraz z Karolem zbaczamy ze ścieżki, aby zorientować mapę i zastanowić się gdzie podział się szlak. zdjęcie
zdjęcie Słońce już zaszło i noc nastała, a my ciągle ciężko pracowaliśmy. Czego się nie robi aby zapracować na wspaniałe naleśniki Lecha Ogórka na Lubaniu...
Pogoda nieźle nam dawała w kość. To zdjęcie mojej siostry z Lubania, ale gdzie indziej nie było dużo lepiej. zdjęcie
zdjęcie Zanim człowiek zaczął rozkoszować się przyjemnością kąpieli w górskim potoku, trzeba było najpier wejść do wody. Ta z pozoru banalna czynność stawała się bardzo skomplikowana po zanurzeniu do wody palca u nogi i zrozumieniu, że, o zgrozo, wody w potoku są nieogrzewane...
Na bazie w Regetowie postanowiliśmy zaszaleć - 5 kilogramów kiełbasy ledwo wystarczyło aby nasycić ludzi od kilku tygodni jedzących tylko makaron z mielonką... zdjęcie
zdjęcie Na szczycie Gorca nie dane nam było długo odpoczywać - kilka zdjęć i szybki bieg do bazy. W oddali słychać już było nadchodzącą burze.
Gdy tylko nadarzyła się okazja uwiecznić na zdjęciu choćby część grupy z ładnym widokiem - natychmias z niej korzystaliśmy. Zupełnie jak japońska wycieczka... zdjęcie
zdjęcie A to już Hawiarska Koliba i dojenie kozy. Nie wiem kto się bardziej męczył - my, usiłując wycisnąć z niej mleko, czy ona, znosząc nasze usiłowania...
Każdy chciał spróbować doić. Koza znosiła wszystko cierpliwie, choć nie bez oporów. Gdybym był na jej miejscu protestowałbym energiczniej... zdjęcie
zdjęcie Przed wyjściem ze schroniska jeszcze pamiątkowe zdjęcie. Jedno z niewielu, gdzie nasza grupa jest niemal w całości.
Zdjęcie grupowe z Lubania na Zalew Czorsztyński. Lech Ogórek - prowadzący Bazę Namiotową PTTK na Lubaniu - twierdzi, że w czasie sporych deszczów huk spuszczanej na tamie wody słychać aż na szczycie. zdjęcie
zdjęcie Kto nie chciał się kąpać po dobroci musiał ulec perswazji całej reszty. I tak miał szczęście, że zdjęto mu buty...
Baza przy Jaskinii Radochowskiej i pierwszy nasz nocleg. Wtedy jeszcze byliśmy pełni optymizmu i wiary w słoneczne jutro... zdjęcie
zdjęcie Nie raz w trakcie drogi podjeżdżaliśmy PKS-em. Wycieraliśmy kurz na prawie wszystkich przystankach PKS-u w naszych polskich górach.
Jednak nawet najdłuższe czekanie można spędzić miło i przyjemnie. Nawet wtedy, gdy najbliższy PKS jest za kilka godzin. zdjęcie
zdjęcie Wystarczy zjeść dobry obiadek i popić herbatą, a już twarze się rozpogadzają bez względu na pogodę. Szczególnie jak przed nami całe wakacje - tutaj jesteśmy u samego początku w bazie przy Jaskinii Radochowskiej.
Jakże romantyczne zdjęcie moje i Kaliny na dachu świata. No może nie świata, tylko Gorców i nie całych, a tylko zachodniej ich części. Ale zawsze... :-) zdjęcie
zdjęcie Chwila odpoczynku na Lubaniu. Zaraz znowu Lech Ogórek zagoni nas do roboty. A na Lubaniu zawsze jest co robić...
Schodząc z bazy na Gorcu do Hawiarskiej Koliby nadarzało się mnóstwo okazji do ładnych panoramek... zdjęcie
zdjęcie Przełęcz Głuchaczki. Po całym dniu brodzenia w błocie, jedyną rzeczą o jakiej myślełem po obiedzie, to aby móc pójść spać.
Po krótkim czasie moje myśli zostały wprowadzone w czyn. Tylko szkoda, że przez Kalinę... :-) zdjęcie
zdjęcie Zanim jednak można było pójść spać trzeba najpierw spełnić gitarowy obowiązek. Choćby dla przyzwoitości...
Ot, taka gorczańska panoramka. Na zdjęciu sama Poniatówka - uczniowie i absolwenci, nauczani i nauczający... zdjęcie
zdjęcie Śpiewanki długo w noc po kiełbasce w Regetowie. Tam właśnie po raz pierwszy usłyszeliśmy o Pannie Zosi, co "...ma w oczach dwa noże, żaden okulista jej nie pomoże...".
Za nic nie mogę sobie przypomnieć gdzie robione było to zdjęcie. Na zdjęciu ja i Michał Chmielewski - przyszły profesor, noblista itd. itp. zdjęcie
zdjęcie W Hawiarskiej Kolibie nasze wspaniałe dziewczyny musiały zostać ukarane...
...bo zupa była za słona. Uznaliśmy, że parę godzin w dybach dobrze im zrobi. :-)
Dla tych co popełnili poważniejsze przestępstwa, mieliśmy drobne urozmaicenie kary... :-) zdjęcie
zdjęcie Zwróć uwagę, Drogi Oglądaczu Galerii, iż większość zdjęć przedstawia ludzi w pelerynach. Prosta jest tego przyczyna - zrobienie zdjęcia gdy nie padał deszcz graniczyło z cudem - deszcz bowiem cały czas padał.
Cóż. Na tym zdjęciu wyraźnie widać, że dojenie jest torturą. Zarówno dla dojonego jak i dojącego. :-) zdjęcie
zdjęcie Na Lubaniu pracowaliśmy chętnie, bo i zajęcia były ciekawe. Po raz pierwszy mieliśmy okazje rżnąć piłą spalinową, tudzież okorowywać drewno na płot.
Poprawny XHTMLPoprawny CSS
Powrót do strony głównej
Ostatnia zmiana: 4 sierpnia 2017 r.